Strefa rodzica

Aktualności

wróć
Puchar Prezesów

Niels Bohr, duński fizyk nagrodzony Noblem za odkrycie struktury atomu, powiedział kiedyś: kto popełnił wszystkie możliwe błędy w jakiejś wąskiej dziedzinie może stwierdzić, że ją dobrze poznał. Na swojej wędkarskiej drodze mam jeszcze wiele błędów do popełnienia, niemniej jednak jeden z ostatnich chciałbym opisać, tak aby być może ustrzec moich czytelnikowi przed jego powtórzeniem.

 

O błędzie będzie na końcu, na wstępie, skupie się na nakreśleniu tła, czyli zawodów o Puchar Prezesów (PP), w których miałem przyjemności wystartować 21.09.13. PP jest cykliczna imprezą organizowaną przez Okręg PZW Tarnów, w której startują członkowie zarządu okręgu oraz prezesi i v-ce prezesi kół z naszego Okręgu. Pomimo, iż prezesem koła PZW Pleśna jestem już trzecią kadencje, dotychczas udało mi się wystartować w PP tylko dwukrotnie. Przeważnie coś stawało mi na przeszkodzie: bądź zły termin, bądź odległe łowisko itp.. W zawodach zadebiutowałem dwa lata temu osiągając w nich najlepszy w wynik 18 250 punktów łowiąc piękne leszcze.

 

 

Rok temu musiałem zrezygnować z wędkowania w takcie tury z powodu kłopotów zdrowotnych mojej kilkumiesięcznej wówczas córeczki. Pozostał pewien niedosyt, bo obserwując wyniki kolegów obok miejsce na podium była bardzo prawdopodobne. W tym roku przystępowałem do startu ze sporymi nadziejami.

 

Mimo, iż zawody te z założenia mają charakter rekreacyjny o zajęcie wysokiego miejsca nie jest łatwo. W ciałach statutowych Okręgu oraz kół nie trudno znaleźć doskonałych zawodników na czele z Rafałem Bałutem (aktualnym v-ce mistrzem okręgu) czy Piotrem Buchańcem (kilkukrotnym medalistą mistrzostw okręgu).

 

 

PP w tym roku zawitał do Jadownik Mokrych, na zbiornik zarządzany przez tamtejsze koło. Jest to pięknie usytuowane starorzecze rzeki Kisielina.

 

 

Łowisko harmonijnie wkomponowane jest w otaczające je łąki oraz pola uprawne, dzięki czemu nad wodą nic nie zakłóca nam przyjemności płynącej z wędkowania.

 

 

Ze względu na wysokie brzegi (albo niski stan wód gruntowych) wędkuje się tutaj z pomostów, co nasuwa skojarzenie z brytyjskimi zbiornikami. Dno jest miękkie, a średnia głębokość to około 1,5 m. Z informacji, które otrzymałem przed zawodami wynika, iż jest to zbiornik taki, jaki lubię najbardziej tzn. jest tutaj całkiem sporo drobnej i średniej ryby, którą należy odławiać szybko. Dominujące gatunki to płoć, leszcz, karaś i lin.

 

 

Przy powierzchni meldują się duże ilości uklei i wzdręg. Zbiornik ten jest także intensywnie zarybiany karpiem. Już z tego krótkiego opisu widać, że ilość możliwych rozwiązań taktycznych jest naprawdę duża, zwłasza dla kogoś, kto nie miał okazji wcześniej potrenować na tej wodzie.

 

 

Towar i Taktyka

 

Zanęta:

Kwestię przygotowania zanęty potraktowałem dość luźno, z jednej strony ze względu na charakter zawodów, a z drugiej ze względu na napięty tydzień w pracy. Zwyczajnie nie miałem czasu specjalnie wcześniej przygotować się do wędkowania. Przed odprawą dowilżyłem moją mieszankę zanętową.

 

 

Składały się na nią 1 kg zanęty Lorpio Magnetic Roach Fine oraz 200 g Epiceine. Moim zdaniem jest to zanęta o świetnej relacji ceny do jakości, bardzo przypomina zanętę Ss Gardons.

 

 

Zanętę wymieszałem z gliną w proporcji 1:1,5 i uformowałem z niej kule wielkości dużej mandarynki.

 

 

Glina:
Do wędkowania przygotowałem 1 paczkę ziemi bełchatowskiej i 1 paczkę Argili czarnej.

 

Ziemię wymieszałem przed przetarciem z Argilą. Następnie całość trafiła na 2mm sito po przetarciu była to klejąca aczkolwiek pulchna mieszanka. Z całości odłożyłem około 1/3 w celu podania jokersa. Jednak zanim jokers trafił do ziemi uprzednio zagęściłem powyższa mieszankę 200 g liant a collera.

 

 

 

 

Taktyka:

Taktyka była bardzo prosta w skrócie łowić, łowić i jeszcze raz łowić. Takie podejście moim zdaniem wymagało podania zanęty w dwóch punktach na 7 oraz 11 metrze. Z gruntowania wynikało, że różnice w głębokości pomiędzy 11 a 13 metrem są żadne, więc zdecydowałem się na szybszy krótszy kij.

 

 

Jak widać skoordynowanie ze sobą wszystkich tych metod może przysporzyć początkującemu trochę kłopotu. Ale w sumie jest to kwintesencją wyczynu. Najczęściej nie da się łowić cały czas jedną metodą. Jeśli posiądziemy umiejętność wyeliminowania przestojów w trakcie wędkowania to o wynik zwykle możemy być spokojni.

 

Taktyka a rzeczywistość:

Ponieważ czas na przygotowanie do wędkowania wynosił 75 min, nieco się przeliczyłem i wystarczyło go tylko na dojazd, rozłożenie stanowiska, wygruntowanie łowiska oraz na przygotowanie zanęty, pod 11 m. Musiałem wiec szybko zmodyfikować podanie towaru. Cała zanęta trafiła do wody we wstępnym nęceniu. Poszczególne kule dowilżałem coraz mocniej i doklejałem bentonitem tak, aby pracowały możliwej jak najdłużej. Całość była dość uboga. Jokera podałem kubkiem.  Planowałem donęcać łowisko tylko jokiem w glinie z niewielką ilościaą pinki po osłabnięciu brań.            

 

 

Zestawy:

 

Tyczka: Tutaj przygotowałem 3 topy, choć finalnie czasu wystarczyło na uzbrojenie oraz wygruntowanie 2 z nich. Pierwszy top uzbrojony w spławik z metalowa anteną wygruntowałem na 0.

 

 

 Drugi top z szklaną anteną przegruntowałem o długość przyponu.

 

 

Baty: 4m i 5m rozłożyłem je awaryjnie zakładając na 4 zastaw uklejowy, a na 5 płociowy. Batów zwłaszcza piątki miałem używać gdyby płocie zaczęły bardzo intensywnie żerować.

 

 

 

 

Przebieg Zawodów

 

Jak wspomniałem wyżej we wstępnym nęceniu podałem całość zanęty z ręki oraz 4 kulki jokera z których dwie dokleiłem w różnym stopniu bentonitem.

 

 

Po sygnale rozpoczynającym łowienie, wyjechałem tyczką z zestawem wygruntowanym na 0. Chwila oczekiwania i metalowa antena powoli zanurza się pod powierzchnie, zacięcie, hol i do siatki trafia niewielka ploteczka. Schemat ten skutecznie powtarzałem przez 45 minut.

 

 

Następnie postanowiłem wypróbować zestaw przegruntowanym. Po raz kolejny na haczyku zameldowała się niewielka płoć, a po niej kolejna i kolejna. Wróciłem wiec do poprzedniego zestawu, na którym brania następowały szybciej, a ponad wszytko metalowa antena pewnie zatapiała się pod wodę. Szklana antena tego dnia pokazywała brania znacznie gorzej.

 

 

Do 90 minuty łowiłem drobne płoteczki w tempie 1 na 2 min. Niemniej jednak wyjechanie tyczką i prawidłowe wstawienie zestawu było bardzo czasochłonne. Również zapanowanie nad spławikiem przy dużym wietrze stanowiło nie lada wyzwanie. Przez większość czasu trwałem pochylony nad tyczką kontrując silne podmuchy bocznego wiatru.

 


 

Na plus mogę tutaj jednak zaliczyć, że udawało mi się stabilnie utrzymać zestaw, a także pomimo ciężkich warunków sprowokować brania, przynęta nieruchomo zalęgająca na dnie nie była tego dnia zbyt atrakcyjna.

 

 

Po 2 godzinach złowiłem dwa większe 150 punktowe leszcze oraz wymiarowego okonia.


 Niestety na tym kon